***

Swoje 16 miesięcy Maluch świętował z dziadkami i cały zeszły tydzień spędziliśmy właśnie u nich (u moich rodziców tym razem). Dziadkowie zdziwili się, gdyż mieli więcej roboty przy swoim wnusiu, niż ostatnim razem (czyli w wakacje) ;) Wszyscy musieliśmy mieć oczy dookoła głowy, refleks i reakcję szybsze niż błyskawica oraz cierpliwość niczym anioły. Niestety pogoda nie dopisała, było chłodno i deszczowo, więc Maluch dostawał szału siedząc w czterech ścianach. Owszem, udało nam się wyjść na spacer między jedną a kolejną strugą deszczu, ale dla Szkraba wciąż było za mało. Jednego dnia zaszliśmy nawet na plac zabaw, na którym synek tak się rozbawił, że trudno go było przekonać do powrotu do domu :)

  Pojechaliśmy również na zakupy, gdyż dziadkowie chcieli obdarować wnusia jakimś fajnym prezentem mikołajkowym. Wiadomo, w każdym centrum handlowym przy wejściach ustawione są grające i świecące kolorowymi światełkami autka i inne automaty. Pisałam Wam już raz TUTAJ, że synek uwielbia te wszystkie pojazdy. Dlatego, kiedy nadarzyła się okazja, Maluszek naciągnął dziadków na kilka rundek, a ja mogłam pobiegać między półkami sklepowymi ;)

Niestety więcej zdjęć nie udało mi się zrobić, gdyż musiałam się spieszyć z zakupami ;)

Dni mijały nam zdecydowanie za szybko. Nie zdążyłam pozałatwiać wszystkich zaplanowanych spraw, nie znalazłam czasu na odwiedzenie koleżanek. Mam nadzieje, że przy następnej wizycie znajdę więcej wolnej chwili. Udało mi się za to odwiedzić moją fryzjerkę i obciąć włosy oraz odświeżyć kolor. To w sumie była jedyna okazja do chwili relaksu, tak bez dziecka (choć po cichu przyznam, że myślami cały czas byłam przy synku i zamartwiałam się, czy nie daje właśnie mojej mamie w kość) ;)

W międzyczasie dotarła do nas przesyłka z zamówionymi i wykonanymi przez Malinę kominem i czapą :) Zachwyciłam się, bo Malinka wykonała kawał dobrej i pięknej roboty. Od razu ubrałam w nie synka i goniłam za nim z aparatem, żeby pstryknąć choć jedną fotkę. I taką jedną zrobiłam :)

A na koniec tygodniowego pobytu u dziadków zafundowałam sobie i Maluchowi prawdziwy horror. Hmmm, pamiętacie kiedy pisałam TUTAJ, że synek był dzielny, chętnie i bezstresowo dał sobie obciąć włosy? Później były kolejne cięcia i moja radość, że Mały taki dzielny, aż tu proszę… Przedostatnia (wtedy o niej nie pisałam, ponieważ myślałam, że to tylko taki jednorazowy wyskok) i ostatnia wizyta w salonie fryzjerskim to był istny koszmar! Synek płakał, trząsł się, panikował, wyrywał się i kręcił głową. Nie pomogła nawet pierś. Strach przed obcą panią i jej maszynką do cięcia włosów okazały się silniejsze :/ A do domu wyszliśmy z pół wygoloną głową. Na szczęście, w domu babcia dokończyła robotę, kiedy ja zagadywałam synka. Stwierdziłyśmy, że mogłyśmy tak zrobić od razu i zaoszczędzić Małemu tego całego stresu i łez.  Kiedy opowiedziałam mężowi całą sytuację, ten stwierdził krótko, że:” chyba Maluch już nie lubi fryzjera:)

Tyle u nas :) Już tęsknimy za dziadkami i nie możemy doczekać się kolejnego spotkania. Niestety to pewnie nastąpi dopiero w nowym roku :( Tęskniliśmy za Wami i na bieżąco czytaliśmy nasze ulubione blogi, jednak by samemu coś napisać… brakowało sił i jakoś tak weny brakowało ;)

Pozdrawiam,